“W tym szaleństwie jest metoda. Powieść o zarządzaniu projektami”

W tym szaleństwie jest metoda

No i w moich rękach jest kolejna książka Marcina Żmigrodzkiego. Książka nosi tytuł “W tym szaleństwie jest metoda”, ale, ale – uwaga – tym razem jest to powieść. Powieść o tyle specyficzna, że jest o zarządzaniu projektami.

Na blogu Karoliny miałem okazję recenzować wcześniej poprzednią książkę Marcina pt. “Zarządzanie projektami dla początkujących”. Tamta pozycja stanowiła lekkie, praktyczne wprowadzenie do podstaw o zarządzaniu projektem. Tym razem mamy jednak trochę coś innego. Po pierwsze, książka “W tym szaleństwie jest metoda” nie jest o zarządzaniu jednym projektem, a traktuje o portfolio projektów, niekoniecznie mających ze sobą cokolwiek wspólnego w sensie merytorycznym. Wspólnym mianownikiem jest zależność między projektami wynikająca z tego, że realizowane są przez te same zespoły projektowe.

Jest to opowieść o fikcyjnej firmie Project Inc, której strategię biznesową, jakże podobną do strategii wielu garażowych firm na polskim rynku, wiernie oddaje porównanie do Ryjówki. To sympatyczne zwierzątko rozpaczliwie robi wszystko co się da, aby przeżyć. Mamy plastycznie namalowane główne postacie: zestresowanego prezesa firmy – niszczyciela artykułów piśmienniczych, gburowatego i czasem cynicznego zarośniętego inżyniera/analityka, menedżerkę projektów w spodniach bojówkach – “Kosę”, mitycznego project managera, który zdradził firmę odchodząc do konkurencji oraz masę postaci pobocznych.

Mamy też klientów firmy – większych takich jak “Fat Corp” i mniejszych. Jest też firma-konkurencja starająca się o ten sam projekt oraz najważniejszy realizowany przez Project Inc – projekt Falcon (ang. Sokół) będący ewidentnie nad przepaścią. Mamy też na białym koniu lekko otyłego zbawcę konsultanta, wielbiciela kamizelek i hipsterskich mechanicznych zegarków kieszonkowych na dewizce, który na kolejnych 370 stronach powieści przestaje się w kamizelki mieścić, ale krok po kroku wyciąga firmę z tarapatów, w które się firma wpakowała na skutek braku jakiegokolwiek planowania, pełzającego zakresu, niejasnych wymagań, zbyt optymistycznych prognoz, wielozadaniowości i tzw. fast trackingu (1).

Pomimo beletrystycznego charakteru książki “W tym szaleństwie jest metoda”, autor umieszcza w żółtych obszarach, odcinających się od dialogów czy opisów, swój własny komentarz do tego, co się aktualnie w firmie dzieje, powodów podejmowanych decyzji, czym te decyzje będą skutkować w przyszłości oraz twardą wiedzę. Takiej twardej wiedzy nie ma jakość szczególnie dużo. Jest metoda wartości wypracowanej, ale głównie to, co jest, to doświadczenie autora przedstawione jako powieść, podobnie trochę jak w książkach Patricka Lencioniego takich jak “Pięć dysfunkcji pracy zespołowej” czy nie przetłumaczona na polski “The Three Signs of a Miserable Job. W odróżnieniu jednak od Lencioniego powieść jest przeplatana żółtymi obszarami, a Lencioni sprzedaje nam powieść bez komentarza (złośliwie?), na ostatniej stronie wykładając całą teorię o co w książce chodzi.

Książkę polecam project managerom stojącym przed perspektywą przejścia od zarządzania projektem w kierunku koordynowania i planowania programu lub nawet portfolio projektów, ponieważ w przedstawionym w książce szaleństwie, faktycznie jest metoda.

(1) Fast Tracking – technika polegająca na szybszym rozpoczęciu zadań, bez oczekiwania na zakończenie zadań poprzednich, inaczej – zrównoleglenie zadań. Umożliwia skrócenie harmonogramu, zwiększa też ryzyko. 

Więcej wpisów autora: Jakub Dudek

Zespół jak z bajki, czyli co przynosi rynek pracownika

Nie tak dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma biurowcami, była sobie...
Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *