Rekrutacyjne “failure story” – nie rób tego na rozmowie!

rozmowa kwalifikacyjna

Mówią, że sukces zaczyna się od porażek, że to one są częścią procesu uczenia się i że bez nich nie byłbyś tym, kim jesteś. To prawda, dlatego dzisiaj udzielę Ci lekcji jak spektakularnie ponieść porażkę.

Pomyślałam, że idealnym przykładem będzie rozmowa kwalifikacyjna. W końcu jest ona czymś w rodzaju furtki do wymarzonej ścieżki kariery albo nawet wrót do bram raju (zależy na jakim etapie życia zawodowego jesteś), a ponieważ ostatnio biorę w nich udział nie jako rekrutowana, ale jako rekrutująca, mam pewne obserwacje, którymi chcę się z Tobą podzielić.

Proces rekrutacji wieńczy certyfikat potwierdzający Twoje umiejętności – umowa o pracę, co znaczy, że zdałeś egzamin kompetencji i osobowości. Droga do owego certyfikatu zaczyna się od CV i wiedzie przez kilka rozmów, zwanych też wywiadami (ang. interview), co wcale nie sprawia, że czujesz się jak Leonardo DiCaprio tuż po gali rozdania Oscarów.

Rynek pracy jest tak zdeterminowany, że zdawalność jest dość duża, więc naprawdę musisz się postarać, żeby certyfikatu nie dostać, ale pamiętaj, że dostać to jedno, a obronić w swojej codziennej pracy to drugie – właściwie najważniejsze.

Sposoby, triki i techniki jak załamać rekrutera

Już na etapie przygotowywania lub aktualizowania CV możesz zacząć popełniać pierwsze błędy. To przedwstęp do tego, co czeka na Ciebie potem – rozmowa kwalifikacyjna. Musisz się postarać, bo CV to bilet bez gwarancji dalszej jazdy.

  1. W sekcji “Dane osobowe”, czyli “Jak zrobić złe pierwsze wrażenie” wykaż się polotem. Jak nazywasz się tak, jak ja – Karolina – wpisz Caroline. Nic nie wygląda lepiej niż amerykańsko brzmiące imię. Robi wrażenie! Do tego profesjonalnie wyglądający adres e-mail: caroline@buziaczek.pl. Jak chcesz zagęścić treścią plik (dodać mu objętości), to nie oszczędzaj słów – koniecznie wpisz adres zamieszkania, stan cywilny, ilość dzieci, imię mamy, taty, a także psa i kota. Na pewno będzie miało to znaczenie w Twojej przyszłej pracy. Może rekruter też lubi zwierzątka? No i zdjęcie – to mówi o Tobie wszystko! Masz w swojej kolekcji tyle selfie, że ciężko się zdecydować… Może to z palmami w tle? Ups… To nie Twoje. To może to z kafelkami…
  2. Edukacja, czyli “Mów do mnie Magistrze” to grząski grunt, trzeba dostarczyć pracodawcy papiery, więc tu się za bardzo pokombinować nie uda. No ale też po co od razu kombinować? W końcu jesteś M-A-G-I-S-T-R-E-M! Zresztą są jeszcze inne sekcje w CV, w których na szczęście możesz się wykazać.
  3. Doświadczenie zawodowe (sekcja inaczej zwana “Koloryzowanie rzeczywistości” lub “Naginanie prawdy”) – tu możesz zaimponować rekruterowi, w końcu staż pracy jakiś masz. Przecież zawsze ciężko pracowałeś, zdarzało się też, że dla takich gigantów jak Facebook czy YouTube. Przecież godziny spędzone na ich portalach to też praca na ich rzecz, czyż nie? Zakładam, że wypisałeś wszystkich swoich dotychczasowych pracodawców, a nawet tych, których nie miałeś – w końcu luki w zatrudnieniu „słabo” wyglądają. Do tego zakres obowiązków na każdym zajmowanym stanowisku – Twój i wszystkich kolegów z działu. Nie robiłeś wprawdzie tego, co oni, ale się na tym znasz. To nie Twoja wina, że nikt Cię do tego nie dopuścił. No i mamy już 3 strony.
  4. Umiejętności, czyli “Trudne do obronienia lanie wody”, zwane też “Sekcją źle pojętej kreatywności”. Tu wachlarz możliwości jest największy – czego to Ty nie potrafisz! Masz fantazję? To jej nie oszczędzaj! No już sam fakt posiadania konta na Facebooku czyni z Ciebie specjalistę od social mediów, podobnie jak posiadanie portfela i co miesięcznej wypłaty sprawia, że umiesz zarządzać budżetem. Mamy już 2 „skille”! Ale wzbijmy się wyżej. Wypisz narzędzia, programy, aplikacje, z którymi ledwie się zetknąłeś, ale na pewno poziom masz ekspercki. UML, VPN, RBS, RSS, SSL… – wszystkie „skrótowce” fajnie wyglądają, może się rekruter nie zorientuje o co chodzi. Do tego „soft skille” i masz już prawię tę pracę. Negocjator w końcu z Ciebie przedni, a zdolności komunikacyjne – level master! Do tego urodzony przywódca, w dodatku kreatywny. Każdy chciałby mieć takiego pracownika! Możesz też dopisać jeszcze parę takich przymiotników, pojemnych jak studnia: ambitny, odpowiedzialny, charyzmatyczny, dobrze zorganizowany, nastawiony na sukces.
  5. Języki obce, czyli “Aj spik Inglisz, Ich szpreche Dojcz”. Co to dla Ciebie! Jeden masz w buzi, a resztę wymienisz w CV. Zacznij od polskiego – w końcu też nie do końca opanowałeś władanie językiem ojczystym i wciąż pozostaje taki jakby obcy. Angielski obowiązkowo! Nieważne, że z trudem umiesz się przedstawić, ale jak wpiszesz „proficiency”, to szanse, że zostaniesz zaproszony na rozmowę szybują w górę jak notowania zbóż na giełdzie. A co potem? Potem pomyślisz.
  6. Zainteresowania, czyli “To, do czego aspirujesz, ale czym się w rzeczywistości nie interesujesz”. Twoja ulubiona część? No to lecimy: wspinaczka górska, a może tańce latynoamerykańskie? Nieważne, że szczyty widziałeś tylko w telewizji, a freestyle w nocnym klubie mylisz z rumbą. Przecież, nie napiszesz: bierne uprawiane sportu (kibicowanie), oglądanie telewizji (w szczególności seriali) oraz motoryzacja (często odwiedzasz mechanika). Trzeba być kreatywnym! Dobrze brzmi więc teatr (nawet, jak ostatni raz byłeś w nim z całą klasą w podstawówce) lub jazz (nie przejmuj się, jeśli Justin Biber należy do Twoich ulubionych wykonawców jazzowych, rekruter też na pewno go lubi).

No to mamy chyba wszystko. Przepisz teraz tę formułkę, którą sobie „wygoogle’owałeś”:

W nawiązaniu do ogłoszenia o pracę zamieszczonego na portalu XYZ przesyłam swoje CV i tym samym zgłaszam chęć udziału w procesie rekrutacji.

Wszyscy jej używają, więc nie jest zła. Nie musisz być przecież oryginalny. Naciskasz „wyślij” i nie pozostaje Ci nic innego, jak tylko czekać. Rozmowa kwalifikacyjna murowana!

Przedstawienie czas zacząć, czyli rozmowa kwalifikacyjna

Jesteś na rozmowie. Wow! Gratuluję, bo to ogromny sukces, ale my przecież dzisiaj mówimy o porażce, więc to jeszcze nie koniec Twoich starań. Światła reflektorów kierują się na Ciebie. To prawdziwe show Twoich umiejętności, pokaz świetności w całej okazałości. 3…2…1… Akcja!

Rekruter, chcąc zrobić Ci uprzejmość, pyta (ku Twojemu zaskoczeniu) o doświadczenie zaczerpnięte wprost z Twojego CV.

Parę słów o sobie – gładko poszło. Wiesz przecież jak się nazywasz i do jakiej podstawówki chodziłeś, więc nawet się nie zająknąłeś.

Doświadczenie… Praca nr 1 obfitowała w sukcesy i odszedłeś stamtąd tylko dlatego, że nie mogłeś już wyżej awansować (miejsce prezesa było zajęte). Praca nr 2 – oni to dopiero zawdzięczają Ci ruch w biznesie, wzrost wszystkiego i zawrotną liczbę zadowolonych klientów. W ogóle jak odszedłeś to firma upadła. Praca nr 3 – tu Cię nie doceniali, nie znają się na ludziach. Szef się na Ciebie uwziął, w ogóle niekompetentny człowiek. Praca nr 4 – jesteś pewien, że tak łatwo Cię nie wypuszczą, no ale chcesz coś zmienić. Tak, potrzebujesz zmian w życiu. A co robiłeś w czasie kiedy nic robiłeś (6-miesięczna przerwa w zatrudnieniu)? No jak to co?! Podróżowałeś! Uff… Rekruter nie drążył. Udało się.

Przejdźmy teraz do umiejętności.

– Wspomniał Pan w CV, że zna XXX. Może Pan coś więcej o tym powiedzieć?

– Yyyy, eeee… (zaczynasz szukać odpowiedzi na podłodze lub na ścianie, bo w głowie jej nie masz). Uczyłem się tego na studiach, to było dawno, niech pomyślę…

– (Lepiej nie myśl). Hmm… W porządku, przejdźmy zatem do YYY. Czy korzystał Pan z licencji prywatnej czy komercyjnej i z której wersji?

– (Myślisz: wtf?) Tyle tych wersji było, że w tej chwili sobie nie przypomnę…

– (Bo żadnej z nich nigdy używałeś). Napisał Pan, że korzystał z ZZZ. Jak ocenia Pan swoje umiejętności w tym obszarze?

– Bardzo dobrze. Zespół, w którym pracowałem korzystał z tego narzędzia, widziałem jak inni to robią, nie ma w tym nic trudnego.

Hmm… Nie popisałeś się. Rekruter nie jest złym człowiekiem. Rozmowa kwalifikacyjna ma pozostawić w Tobie pozytywne uczucia, więc chce Ci pomóc – przechodzi na bardziej miękki grunt.

– A jak radzi sobie Pan ze stresem?

– (Nie widać?) Nigdy nie wpadam w panikę. Jestem bardzo opanowanym człowiekiem.

– (Jasne!) A jak radzi Pan sobie w sytuacjach konfliktowych?

– (Ha! Najczęściej je wywołuję!) Rozwiązuję je, posiadam wysoko rozwinięte umiejętności interpersonalne.

– A może Pan wymienić jakie?

– (Co za upierdliwy typ!) Jestem komunikatywny, ugodowy, umiem słuchać. Kompromis jest dla mnie bardzo ważny. Jest jak słońce po deszczu.

Co za metafora! Rekruter wydaje się być zadowolony. Mówisz w końcu to, co chce usłyszeć.

– Czy możemy chwilę porozmawiać po angielsku?

– (Musimy? Zaczynasz się pocić. W sumie dziwne, bo używałeś rano antyperspirantu. A może to stres? Nieeee…) – Of kors.

– Give me an example of the situation when you felt you went above and beyond the call of duty at work.

– (Ooo, Call of Duty, grałeś w to ostatnio!) – Kud ju ripit?

– Yes, of course. Please describe a situation when you did something doesn’t belong to your duties.

– (Przed sobą widzisz ciemność, zamierasz w mówiącym więcej niż tysiąc słów milczeniu) – ……

– Ok, how long is your notice period?

– (Jak długi mam okres?!) – Aj dont hew e piriod!

Nie czekaj. Telefon nie zadzwoni. Dostaniesz (albo i nie) maila z informacją, że w tym procesie rekrutacji firma zdecydowała się jednak na innego kandydata, ale pozwolą sobie zachować Twoje CV i skontaktują się z Tobą w przyszłości. Porażka na całej linii. Cel osiągnięty. Teraz już tylko pozostało przekuć ją w sukces, a to jest możliwe tylko wtedy, gdy uczysz się na błędach (na własnych, ale też na cudzych)! Gdy jesteś ich świadom i potrafisz się do nich przyznać. Powodzenia!

Więcej wpisów autora: Karolina Jarocka

“Projekt nad przepaścią” mojego autorstwa w kwartalniku “Strefa PMI”

Zarządzanie projektami można porównać do podróży – podobnie jak podróż, projekty mają...
Czytaj dalej

4 komentarze

  • Słyszałam o sytuacji, w której pewien Pan, zamiast w zainteresowaniach wpisać origami, wpisał, że interesuje się…orgiami ;)

  • Ehh trochę to podkoloryzowane za bardzo. Jaki jest problem z wpisywaniem swojego wykształcenia? CV zawiera fakty – uzyskałeś tytuł magistra, więc wpisz w CV “Tytuł zawodowy: Magister”. Proszę podać mi jakiś racjonalny powód, który pozwala deprecjonować taki zapis, zwłaszcza w dokumencie którego rolą jest pochwalenie się sobą.

    • Możliwe, że w zbyt zawoalowany sposób przedstawiłam swoją intencję :) Miałam na myśli to, że dziś niemal każdy może pochwalić się tytułem magistra, choć niestety coraz rzadziej stoją za nim wiedza i wykształcenie. Mam wrażenie, że tytuł ten się zdewoluował. Niemniej jednak jak najbardziej zgadzam się z Tobą, że zdobyte tytuły naukowe należy umieszczać w CV i ani przez myśl mi nie przeszło, że mogłoby być inaczej :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *